Wiesław Hap
ZIEMIA JASIELSKA NASZĄ
MAŁĄ OJCZYZNĄ
Obrzędy i zwyczaje związane z najważniejszymi świętami kościelnymi.
Tradycja polska to w zdecydowanej przewadze tradycja chrześcijańska. Te dwa istotne elementy sprzęgły się także bardzo mocno w życie społeczeństwa naszego regionu. Widoczne to jest w obrzędach i zwyczajach tradycyjnych świąt kościelnych. Są one wyjątkowo barwne i bogate, tak w treści, jak i w formie. Tworzyły się długo, na przestrzeni wieków, sięgając korzeniami jeszcze czasów pogańskich. Przypomnijmy najważniejsze z nich zawarte w cyklu świąt dorocznych. Schyłek jesiennych prac polowych rozpoczynał łańcuch obrzędów.
Pod koniec listopada rozpoczynał się Adwent. W tym czasie nie zawierano małżeństw, nie urządzano zabaw i potańcówek, cichła muzyka i wesoły śpiew. Obowiązywał post. Nie spożywano mięsa i tłuszczów. Dominowały jałowe potrawy: żur, kapusta i polewki. Nawet z mleka korzystały w wielu rodzinach jedynie dzieci. O świcie uczęszczano na msze święte - "roraty". Ludność śpiewała pieśni adwentowe. W parafiach urządzano spowiedzi.
Od dnia św. Łucji czyli od 13 grudnia prognozowano, jaka będzie pogoda w kolejnych miesiącach następnego roku, oceniając dwanaście następujących po "Łucji" dni. Wszyscy przygotowywali się do najcieplejszych i najradośniejszych, choć zimowych Świąt Bożego Narodzenia. Rozpoczynały się one wigilią zwaną potocznie wilią. Po skromnym, postnym śniadaniu, które miało wystarczyć do wieczora, następowały przygotowania do wieczerzy. Jeśli do domu pierwszy przyszedł mężczyzna, to miało przynieść szczęście w następnym roku, jeśli kobieta - był to znak niepomyślny. Przez cały dzień zwracano uwagę na zachowanie się każdego członka rodziny. Uważano bowiem, że jaki ktoś jest w tym dniu, taki będzie przez cały rok. Unikano więc wszelkich niesnasek, sprzeczek, "humorów". Szczególnie musiały się pilnować dzieci. Gdy któreś z nich zostało wówczas ukarane, miało przed sobą niezbyt ciekawą przyszłość na najbliższe cztery pory roku.
Jak już wiadomo, od świtu wszyscy byli na nogach, krzątali się wokół prac porządkowych wewnątrz i na zewnątrz domu. Kobiety przygotowywały potrawy wigilijne. Starały się, aby było ich zgodnie z tradycją dwanaście. Młodzież przygotowywała ozdoby i popularne "pająki" wieszane u tragarza. Na przełomie XIX i XX wieku zaczął upowszechniać się zwyczaj drzewek - choinek. Dziatwa ubierała je jabłkami, orzechami, łańcuchami i ozdobami z papieru, a na czubku umieszczano gwiazdę betlejemską. Po południu mężczyźni przynosili snopy żyta, pszenicy, jęczmienia i owsa, które kładziono pod stołem lub w kącie izby. Podłogę, bądź klepisko wyścielano warstwą siana i słomy. Na stół przykrywany już w późniejszym czasie białym obrusem, wysypywano mieszaninę ziaren zbóż aby wszystkie w kolejnych zbiorach dały dobre plony, przykrywając najpierw sianem a następnie białą chustą. W miejscu, gdzie stać miała misa z jedzeniem, kładło się biały opłatek lub na krzyż opłatki, biały - dla ludzi i kolorowy - dla zwierząt. O zmierzchu dzieci wybiegały przed dom i z przejęciem wypatrywały pierwszej gwiazdy. Wieczerzę rozpoczynano z chwilą, gdy zabłysła. Zapalano świece i zbierano się przy stole. Najpierw odmawiano modlitwę, w której dziękowano za szczęśliwe dożycie tej wigilii i proszono o doczekanie kolejnej. Później gospodyni, matka rodziny, dzieliła między wszystkich opłatki, symbol Chrystusa i Chleba Eucharystycznego. Zebrani łamali się nimi, życząc sobie wszystkiego co najlepsze. Zanim wszyscy zasiedli do stołu, zamykano drzwi, by nie wszedł ktoś nieproszony, gdyż - jak pisał ks. Sarna: "... gość w kożuchu ma przynieść na cały rok wrzody". Starano się, aby liczba osób zawsze była parzysta. Zwyczaj wolnego miejsca dla nieoczekiwanego gościa pojawił się na naszym terenie dość późno. Do stołu zasiadano według starszeństwa. Centralne miejsce zajmowali gospodarze - seniorzy, następnie gospodarz, gospodyni, w dalszej kolejności reszta domowników z dziećmi na końcu. Wspólną misę zapełniała kolejnymi strawami gospodyni. Pozostałe osoby nie powinny odchodzić od stołu. Jeżeli opłatek lub ziarno, na którym stała misa przykleił się do niej, był to dobry znak, mówiący, że to co się w niej znajdowało i ten gatunek zboża, będą się w przyszłym roku darzyły.
Do tradycyjnych potraw w czasie wigilii należały: barszcz z grzybami z chlebem, kapusta, ziemniaki, groch, kasza, jagły, pierogi ze śliwkami i kapustą, fasola, pęcaki, kluski. Gotowano suszone owoce i kompot z suszek Wszystkie były potrawami postnymi. Dość późno w naszym regionie wprowadzano powszechnie rybę. Podczas wieczerzy powstrzymano się od picia wody, gdyż uważano, że ten kto by się jej napił, będzie miał wielkie pragnienie w okresie żniw.
Wigilia łączyła ze sobą całą rodzinę, a często i zaproszonych sąsiadów. Pospołu zasiadali do niej i gospodarz i jego parobek, bogaty i biedny, dziadkowie i wnuczęta. Po jej zakończeniu wszyscy klękali i modlili się. Później przystępowano do kolędowania oraz tradycyjnych wróżb, co przyniesie najbliższy rok. Było ich wiele. Na przykład przyglądano się swoim cieniom. Czyj był dłuższy, ten miał żyć dłużej, czyj krótszy - ten krócej. Zaraz po wilii dziewczęta wybiegały na podwórze i wołały głośno, po czym nasłuchiwały, z której strony zaszczeka pies, bo rzekomo stamtąd miał przybyć jej narzeczony. Dziewczęta biegły też do obory i łyżką, którą spożywały potrawy wigilijne uderzały o drzwi chlewu. Jeśli świnie "odezwały się" znaczyło to, że w przyszłym roku zostaną mężatkami. Chłopcy z kolei brali snopek słomy żytniej i wbijali w tragarz. Jeżeli pozostało w nim wiele źdźbeł, oznaczało to, że letnie zbiory będą udane. Młodzieńcy do czasu pasterki często zabawiali się płataniem figli. Dla przykładu starano się niezauważenie rozebrać gospodarzowi wóz i jego części założyć na dach. Śmiechu było co niemiara, a jeśli nikt ich nie "nakrył" przy tej czynności, miało to znaczyć, że będą mieć wiele szczęścia w przyszłym roku. Mężczyźni udawali się do sadu i tam owijali słomianymi powrósłami drzewka owocowe, obijając je trzonkiem od siekiery, aby dobrze rodziły. W niektórych wioskach regionu, czynność tę wykonywano rankiem w Świętego Szczepana. W wieczór wigilijny dorośli przepowiadali pogodę, posypując dwanaście łupin cebuli. Na których łupinach zebrała się wilgoć, te miesiące miały być mokre, które pozostawały suche, te miesiące miały być równie suche i ciepłe.
Zawsze po wigilii zbierano ze stołu resztki dla zwierząt. Dawano je od razu lub najczęściej w Szczepana. Zwierzętom podawano też kolorowe opłatki. Wierzono bowiem, że wtedy będą się lepiej rozmnażały i chowały, a w noc wigilijną przemówią ludzkim głosem. Jedynie psu nie dawano opłatka. Mówiono, że psy mają dar jasnowidzenia i w wieczór wigilijny widzą zmierzające ku niebu dusze ludzi, którzy wkrótce mają umrzeć. Tego nie mogły zdradzić. Psom w zamian za opłatek podawano nieco strawy ze stołu na ostrzu noża lub tasaka, aby były ostre i złe oraz dobrze pilnowały obejścia. Obok wieczerzy wigilijnej i całej jej oprawy, drugim ważnym punktem tego dnia była msza święta zwana Pasterką odprawiana o północy. Atmosfera tej mszy była zawsze podniosła. Oprócz wielkiej treści samego nabożeństwa bogata była jej oprawa: pięknie ustrojona świątynia, szopka z tradycyjnym żłóbkiem i cudowne polskie kolędy...
Następny dzień, Boże Narodzenie, mieszkańcy naszego regionu spędzali bardzo uroczyście i radośnie, ale poza wyjściem do kościoła spędzano go tylko w kręgu własnej rodziny i domostwa. Dorosłym nie wolno było odwiedzać sąsiadów, dzieciom nie pozwalano wychodzić z rówieśnikami. Ksiądz Sarna pisze: "za wyrzutka byłby ten nazwany, ktoby się odważył w dniu tym wstąpić do karczmy, choćby po tytoń lub zapałki. W dniu tym nie zamiatają cały dzień, a rano podpalają drzewo nie słomą, ale święconem zielem. Z rana dają bydłu tak zwaną kolędę. W dniu tym jedzą na śniadanie mleko warzone lub kawę ze struclem, a na obiad starają się o mięso". O ile pierwszy dzień świąt poświęcano rodzinie i spędzany był w domu, to dzień Świętego Szczepana traktowano jako wzajemne odwiedziny. Spotykano bliższą i dalszą rodzinę, sąsiadów i przyjaciół. Wczesnym rankiem kawalerowie udawali się na tzw. "śmieci" do domów, gdzie były dziewczęta, szczególnie te bliskie ich sercom. Gdy chłopak znalazł nie sprzątnięte śmieci, dziewczyna musiała zapłacić "napitek" i zamieść je w jego obecności. Często też kawalerowie sami śmiecili i zabierali z tego bałaganu jakiś fant, który panna zobowiązana była wykupić za wódkę i coś ze świątecznych wypieków.
Rankiem gospodarze posypywali swe pola, aby lepiej rodziły, "zmiotkami" z domu i stodoły. Siano ze stołu dawali bydłu i koniom, a ziarno drobiu. Ważnym punktem dnia był udział we mszy świętej, w czasie której poświęcano owies. Zwyczajowo obrzucano się nim przy wychodzeniu z kościoła. Najczęściej czynili to chłopcy i młodzieńcy, a robili to w imię lepszego urodzaju. Od tego dnia wyruszali w swój obchód po domach i chatach "szczodroki", pierwsi kolędnicy. Byli to mali, najczęściej biedni chłopcy. Recytowali przed oknami lub w drzwiach różnego rodzaju wierszyki, rymowanki jak choćby ta: "Niych bedzie pochwolony Jezus Chrystus na szczynście, na zdrowie, na tyn Świynty Szczepon, by siy wom urodziła kapusta z rzepom, by siy wom urodził bob i fasola, żebyście w przyszłym roku zebrali dobre plony z pola, by wom niczego niy brakowało a i szczodrokom tyż dostało". Po tych słowach gospodarze wręczali małym kolędnikom parę groszy lub trochę ciasta. W wielu wsiach z myślą o nich wypiekano przy okazji pieczenia świątecznych bochnów chleba małe chlebki "poskróbki", które później im ofiarowywano. W ten sposób rozpoczynał się okres kolędników, którzy chodzili po domach do Trzech Króli, a niekiedy jeszcze dłużej i tworzyli grupy przebierańców, w skład których wchodzili najczęściej: Cygan, Cyganka z dzieckiem, Żyd z koszykiem, Koza, muzyk ze skrzypcami, diabeł i Herod. Bardzo bogaty był repertuar kolędniczy. Śpiewali tradycyjne kolędy i pastorałki, tańczyli, recytowali, odgrywali scenki i krótkie inscenizacje oraz składali życzenia. Po otrzymaniu kilku groszy, ziarna lub czegoś do zjedzenia szli do kolejnego domu. W zachodniej części regionu jasielskiego od Nowego Roku pojawiała się nowa grupa kolędników zwana "drabami". Z twarzami pomazanymi sadzą, we włochatych kożuchach, wielkich butach i czapkach ze słomy, przepasani powrósłem, w rękach trzymali sękate kije. Swój bogaty "program" rozpoczynali już w od progu, np. w ten sposób: "Puść, puść pani gospodyni, bo nom tu zimno", a później, po wygłoszeniu szeregu okolicznościowych rymowanek, składali życzenia, najczęściej bardzo wesołe, jak choćby te: "Życzymy wom szczyńścia, zdrowia na tyn Nowy Roczek, by Wos Pon Bóg zachowoł od czerwonych mrocek" oraz "Na szczynściy, na zdrowiy, na tyn Nowy Rok, żeby siy Wom rodziła kapusta i groch". Przemowy te oczywiście były o wiele dłuższe, a często i rubaszno-frywolne. Od Nowego Roku lub Trzech Króli chodzono także z szopką, gwiazdą, konikiem i turoniem. Wracając do wigilii Nowego Roku czyli Sylwestra ważnym elementem tego dnia była zawsze msza święta na pożegnanie Starego Roku. Miała charakter modlitwy dziękczynnej za otrzymane w ciągu upływającego roku dobrodziejstwa. W niektórych wsiach regionu wieczorem chodził od domu do domu "Stary Rok". Był nim mężczyzna przebrany w stare, dziurawe portki i zniszczony kożuch przewrócony na drugą stronę, przepasany słomianym powrósłem. Najczęściej nosił przyprawioną brodę konopną, bardzo stękał i kaszlał. Gospodarz przepijał do niego kielicha ze słowami: "Nie byłeś dlo mniy dobry, aly napij siy to Ci kaszel ustompi". Nieoceniony w swym dziele ksiądz Sarna tak pisze o naszych przodkach: "Na Nowy Rok nie ma żadnych zwyczajów tylko składają sobie wzajemnie życzenia. Na Trzech Królów święcą złoto, kadzidło i mirę, albo zamiast miry kredę. Kredą tą piszą na drzwiach litery "K.M.B. i rok jaki się rozpoczął".
![]() |
![]() |
| 87. Szopka bożonarodzeniowa z Sitnicy (fot. ze zb. Muzeum Regionalnego w Jaśle). | 88. Stroje pogórzańskich "drabów" (fot. ze zb. Muzeum Regionalnego w Jaśle). |
W dniu Święta Matki Boskiej Gromnicznej poświęcano grube świece, gromnice. Po przyjściu z kościoła płomieniem z niej wypalano na tragarzu domu znak krzyża. Gromnicy używano też powszechnie, zapalając ją w czasie burz, aby uchronić domostwo przed uderzeniem pioruna oraz wkładając do ręki konającym. Od tego dnia przestawało się także śpiewać kolędy.
5 lutego na Św. Agatę podczas mszy święcono chleb, sól i wodę. Chleb spożywano przed innymi posiłkami a wodę i sól zachowywano na wypadek pożaru.
Okres od Bożego Narodzenia do Środy Popielcowej nazywano "zapustami". Szczególnie ostatnie dni przed ich zakończeniem - "ostatki" , były wypełnione tańcami, śpiewami i ucztowaniem do białego rana.
Wielkanoc czyli Zmartwychwstanie Pana Jezusa, największe i najbogatsze w treści święto chrześcijańskie poprzedza czas Wielkiego Postu. W dziedzictwie kulturowym naszego regionu podobnie jak w tradycji ogólnonarodowej i kościelnej rozpoczynał się on Środą Popielcową. Tego dnia na mszy świętej ksiądz posypywał głowy wiernych popiołem. Obowiązywał ścisły post, milkła wesoła muzyka, śpiew, tańce. Większość społeczeństwa w tym okresie uczęszczała na nabożeństwa i Gorzkie Żale, Drogę Krzyżową i rekolekcje oraz przystępowała do spowiedzi i komunii świętej.
W Niedzielę Palmową otwierającą Wielki Tydzień, duża rzesza wiernych przynosiła do kościołów palmy celem ich poświęcenia. Osadzone na patykach różnej długości wykonane były z liści traw, trzciny, kwiatu szuwaru, witek wierzbowych - bazi. Obwiązywano je wstążkami, rzemieniami i batogami. Z taką poświęconą palmą obchodzono trzykrotnie dom i uderzano nią po jego węgłach, aby nie zagnieździło się w nim robactwo i choroby. W oborze czesano palmą zwierzęta hodowlane by uchronić je od zarazy. Bardzo często i sami ludzie, mieszkańcy regionu połykali po jednym pączku "bazi" wierzbowej co miało zabezpieczyć ich od bólu gardła. Palmy chowano na dłużej, bowiem wypędzano nimi po raz pierwszy wiosną bydło na pastwisko oraz wystawiano do okien, bądź kadzono nimi podczas burzy w obawie przed piorunami.
W Wielki Czwartek zwany "Dniem Pańskiej Wieczerzy" gromadnie uczestniczono w wieczornej mszy świętej i spożywano sytą wieczerzę, gdyż dla wielu była ona ostatnim posiłkiem przed Wielką Niedzielą. Wielki Piątek, dzień upamiętniający śmierć Chrystusa spędzany był w wielkim skupieniu, powadze i pokucie. Mało kto wtedy pracował. Częstym zwyczajem było tego dnia wymierzanie uderzeń rózgą lub biczem domownikom przez najstarszego z rodziny. Nawiązywano w ten sposób do biczowania Chrystusa. Po nabożeństwie w kościele do symbolicznego Grobu składano Najświętszy Sakrament i rzeźbę zmarłego Jezusa. W wielu parafiach regionu Grobu strzegli uroczyście ubrani strażacy, strażnicy, gwardziści, kosynierzy. Przez Piątek i Sobotę trwała adoracja Krzyża Chrystusa, do którego już od drzwi kościelnych posuwano się na klęczkach, by na końcu ucałować rany po gwoździach i wrzucić niewielką ofiarę do skarbonki. Obowiązkiem każdego wiernego było odwiedzenie w tym dniu tak Grobu jak i Krzyża Jezusowego.
Wieczorem w Wielki Piątek lub rankiem w Sobotę kobiety wraz z dziećmi przygotowywały koszyki i półmiski do święcenia. Do ustrojonego zielonymi listkami kosza wkładano chleb, masło, ser, sól, chrzan, wędliny, ocet, ciasto, jajka i zdobione pisanki. Wkładano doń także symbol Chrystusa Zmartwychwstałego - baranka z ciasta, cukru lub wosku, rzadziej z gliny lub gipsu. Pisanki i kraszanki wykonywano najczęściej, używając roztopionego wosku, który nanoszono cienkim patyczkiem bądź drucikiem na powierzchnię jajka. Następnie wkładano je do garnków z odpowiednim barwnikiem, który wypełniał całe jajko z wyjątkiem miejsc zamalowanych woskiem. Barwę zieloną dawała np. ozimina zbóż, liście i trawa, złocistą, żółtą i brązową łuski cebuli, czerwoną kora czarnej olchy i burak ćwikłowy. Pisanki kraszono też poprzez wydrapywanie wzorów na zabarwionym jajku za pomocą metalowego ostrza lub kawałka ostrego szkła. Innym sposobem ozdabiania wcześniej ubarwionych jaj było pociąganie ich stalowym piórem namaczanym w kwasie solnym.
![]() |
89. Pisanki z okolic Jasła (fot. M. Mikulski, ze zb. SMJ i RJ). |
W ostatni dzień tryduum - w Wielką Sobotę od rana odbywało się święcenie pokarmów. "Święconki" przynoszono najczęściej do kościołów, ale często kapłani sami objeżdżali wioski swoich parafii. Zwyczajowo wierni wyciągali nieco specjałów ze swych koszyków ofiarowując je swoim "dobrodziejom" na świąteczny stół. Poświęcone pokarmy spożywano na śniadanie dopiero w Wielką Niedzielę. W sobotnie popołudnie przystrajano odświętnie domostwa i przygotowywano karmę dla zwierząt na Niedzielę, gdyż w to wielkie święto nie wolno było nic robić. Wieczorem udawano się znów na uroczyste nabożeństwo do kościoła. Na jego dziedzińcu odbywało się wtedy święcenie wody i ogniska (ognia), z którego ogarki wrzucano do naczyń z wodą. Wczesnym rankiem w Wielką Niedzielę duża rzesza wiernych uczestniczyła w mszy świętej rezurekcyjnej poprzedzonej procesją z Najświętszym Sakramentem. Wielu ich uczestników ubierało odświętne stroje ludowe. Po przyjściu do domu przystępowano do świątecznego śniadania. Przy stole, najczęściej zasłanym białym obrusem lub serwetą zasiadali wszyscy domownicy. Obrzędowość była podobna jak przy wieczerzy wigilijnej. Najpierw modlono się, następnie dzielono się jajkiem i składano sobie życzenia. Zwracano szczególną uwagę aby nawet malutki kawałek jajka nie upadł na ziemię. Gdyby jednak tak się stało, należało niezwłocznie go podnieść, pocałować i wziąć do ust. Z takim samym szacunkiem zresztą powszechnie odnoszono się do wszelkiego pokarmu a w szczególności do chleba, przed krojeniem którego czyniono nad nim znak krzyża. Przed spożyciem "święconki" częstym zwyczajem było spróbowanie niewielkiej ilości chrzanu. Czyniono to w celu ukazania goryczy męki Chrystusa. Po właściwym posiłku puste skorupki po święconych jajkach dawano kurom, aby znosiły wiele dorodnych jaj oraz rzucano na grządki by odpędzić stamtąd robaki i gąsienice. W przeciwieństwie do tradycji wigilijnej zwierzętom domowym resztek ze stołu wielkanocnego zazwyczaj nie podawano. Tego dnia śniadanie często trwało bardzo długo, zatem obiadu nie przygotowywano a jeśli rozpoczynano je później w okolicach południa, to właściwie go zastępowało.
Po południu nawet starsi domownicy, którzy zwykle lubili krótką, poobiednią drzemkę nie kładli się, gdyż uważano, że kto w Wielką Niedzielę w dzień śpi, tego w ciągu roku okradną złodzieje. Chłopcy i młodzieńcy w tym dniu powszechnie strzelali z moździerzy, rur i puszek, wykorzystując do tego proch i karbid. W wielu wioskach szczególnie tam, gdzie znajdowały się kościoły strzelano już od północy. Był to stary zwyczaj i symbol radości z faktu Zmartwychwstania Syna Bożego. Pierwszy dzień świąt, podobnie jak w Boże Narodzenie, był najczęściej spędzany w gronie rodzinnym we własnym domostwie. Odwiedziny odkładano na dzień następny.
Poniedziałek Wielkanocny rozpoczynano jeszcze o świcie kropieniem pól wodą święconą i udziałem w mszy świętej. Powszechnie też oblewano się wodą. Prym w tym dziele oczywiście wiedli młodsi, szczególnie chłopcy, choć niejednokrotnie bawili i radowali się w ten sposób i ludzie dość leciwi. Młodzieńcy udawali się do domów dziewcząt z prośbą o pisanki, co było pretekstem do poczęstunku, ale równie często byli częstowani przez nie... konwią wody. Jak już wspomniano wcześniej ten dzień upływał na odwiedz
inach krewnych i znajomych. W niektórych parafiach odbywały się też uroczyste procesje "emausowe" zmierzające na cmentarz, jako pamiątka spotkania Chrystusa z Jego uczniami udającymi się do Emaus.Tego dnia zwyczajowo uderzano się gałązkami wierzby, rózgami z topoli bądź innych drzew czy po prostu palmami, przekazując sobie symboliczną siłę życia odradzającej się przyrody.
W maju licznie uczęszczano na nabożeństwa nieszporne oraz śpiewano pod kapliczkami i krzyżami pieśni na cześć
Maryi. Odmawiano też do Niej litanie.W przeddzień Święta Zesłania Ducha Świętego tradycyjnie zwanego Zielonymi Świątkami ubierano kościoły, majono domy i zabudowania zielonymi gałęziami różnych drzew. Wewnątrz domów na klepiska i podłogi rzucano szuwary i drobne gałązki. W ten sam dzień kapłani poświęcali wodę, którą później wierni wlewali do swych studni aby była zdrowa oraz pokrapiano nią pola by dawały dobre plony. W sam dzień Zielonych Świąt smażono jajecznicę i naturalnie uczestniczono w mszy świętej.
Od Święta Bożego Ciała przez osiem dni (oktawę) uczęszczano na nabożeństwa i procesje wokół kościoła. Sypano kwiatki i pleciono wianki z ziół i kwiatów, które poświęcano. Te ostanie wieszano w kościołach i domach. W rodzinach używano ich jako środka leczniczego przy różnych chorobach.
| 90. Jasło 1945 r. Pierwsza po wojnie procesja na Boże Ciało (fot. ze zb. SMJ i RJ). | ![]() |
Już w poprzedzający go dzień i w "samego" Świętego Jana, 24 czerwca opalano "Sobótki". Młodzież zapalała pochodnie lub kiczki słomiane na kijach i biegała po miedzach między zbożami. Powszechnie też na drogach i nad rzekami rozpalano wielkie ogniska. Z brzegów rzek i strumieni dziewczęta rzucały wianki. Chłopiec, który takowy złowił, miał jego właścicielkę pojąć za żonę. Dzień 15 sierpnia utożsamia się z Matką Bożą Zielną czyli z Wniebowzięciem N.M. Panny. Przed tym świętem kobiety i dziewczęta z kłosów zbóż i kwiatów wiły wieńce - brogi. Były one nieraz bardzo duże. Wraz z mniejszymi wieńcami i bukietami ziela były poświęcane na uroczystej sumie. Bróg wieziono z danej wioski do kościoła na drabiniastym wozie. Towarzyszyły mu dziewczęta i kobiety w odświętnych strojach ludowych. Po uroczystościach kościelnych następowały dożynki. Organizowali je dziedzice lub sami gospodarze. Zbierali się przy stołach w ogrodzie a na klepisku w stodole odbywały się tańce.
![]() |
![]() |
![]() |
| 91. Święcenie ziół (fot. T. Ślawski). | 92. Wieniec dożynkowy ze Skołyszyna - ekspozycja w Muzeum Reg. w Jaśle (fot. W. Hap). | 93. Wieniec dożynkowy ze Święcan, dożynki 1965 r. (fot. T. Ślawski). |
Końcem października przystępowano do porządkowania grobów. Przybierano je gałązkami jodły albo świerku oraz kwiatami z ogródków lub sztucznymi z papieru. W Święto Zmarłych zapalano na mogiłach krewnych jedną lub kilka zwykłych świeczek. Dzień później w
Zaduszki ludność brała udział w nabożeństwach wypominkowych, w czasie których polecano dusze zmarłych. Hojniej niż kiedy indziej obdarzano ubogich i żebraków jałmużną oraz, jak dnia poprzedniego, odwiedzano groby bliskich.I tak było rok po roku. Lata te wypełnione były barwnymi treściami religii, obyczajów i obrzędów z bogatego dziedzictwa naszej pięknej kultury. Po zapoznaniu się z powyższym zarysem najważniejszych tradycji związanych z obchodami świąt kościelnych łatwo zauważyć, że na szczęście są one do dzisiaj podtrzymywane i żywe wśród zdecydowanej
większości społeczeństwa regionu. Są dowodem nie tylko silnej wiary, ale także i tradycji.
Literatura: