Wiesław Hap
ZIEMIA JASIELSKA NASZĄ
MAŁĄ OJCZYZNĄ
Tradycyjne regionalne obrzędy rodzinne.
Ważne uroczystości dotyczące rodziny i życia człowieka są wszechobecne wszędzie, jednakże różnią się one pewnymi elementami w zależności od regionu. Na naszym terenie były i są one bardzo interesujące.
Narodziny i chrzest. Przy przyjściu dziecka na świat zawsze ważną rolę odgrywała tzw. "babka", która niekoniecznie musiała być rzeczywistą babcią dziecka. Zazwyczaj tak nazywano kobietę, odbierającą poród, uważaną często za członka rodziny. Po narodzinach dziecka musiała je wykąpać a wodę z kąpieli wylać pod drzewo o słodkich owocach aby maleństwu było w życiu równie słodko. Ona też prosiła na rodziców chrzestnych czyli kumów. Zazwyczaj przy pierwszym dziecku chrzestnymi byli swaszka i drużba z wesela rodziców niemowlaka. Imię dziecka wybierali ojciec z matką, rodzeństwo, lub dawano imiona świętych, w których dniu się urodziło lub było chrzczone. Kumowie razem udawali się do kościoła i musieli być weseli i uśmiechnięci, aby takie było życie ochrzczonego. Chrzciny odbywały się zazwyczaj w każdą niedzielę po sumie lub nieszporach a na życzenie także po mszy w dzień powszedni. Sama uroczystość trwała kilka minut. W biedniejszych rodzinach poczęstunek odbywał się zaraz po przyjściu z kościoła, w bogatszych w najbliższą niedzielę. W trakcie przyjęcia, gościny, babka kąpała dziecko a chrzestni wrzucali do wody monety "by chowało się zdrowo jak pieniądz". Od czasu chrzcin kumowie bardzo się przyjaźnili czyli "zachodzili" z rodzicami dziecka i jeśli zachodziła potrzeba pomagali im w wychowaniu chrześniaka.
Pierwsza Spowiedź i Komunia Święta. Kolejnym ważnym etapem w życiu człowieka był moment przystąpienia do pierwszej spowiedzi i komunii. W okresie międzywojennym najczęściej do spowiedzi szły dzieci kończące trzecią klasę szkoły a do komunii-kończące klasę czwartą. Uprzednio dzieci z całej parafii uczęszczały przez dwa lata do kościoła na nauki odbywające się raz w tygodniu. Po pierwszym roku składano egzamin, i jeśli zakończył się pomyślnie, dziecko otrzymywało kartkę do spowiedzi. Identycznie wyglądały w drugim roku warunki dopuszczenia do komunii. Jeśli nie otrzymało się kartki, czyli nie zdało się egzaminu, trzeba było rok powtarzać. Sama uroczystość Pierwszej Komunii Świętej ograniczała się do mszy, po której wydawano pamiątkowe obrazki, oraz do skromnego posiłku na dziedzińcu koło plebanii. W domach nie przygotowywano w zasadzie żadnych przyjęć ani nie dawno dzieciom żadnych okazjonalnych prezentów.
Wesele. Chcąc oświadczyć się wybranej dziewczynie, nazywanej dawniej powszechnie "dziewką", kawaler wraz z rodzicami spotykał się na targu lub odpuście z nią i z jej rodzicami. Jeśli obie strony nie miały nic przeciw małżeństwu odbywały się "zmówiny" (inaczej "swaty", "zrękowiny"). Kawaler z trunkiem w kieszeni, w towarzystwie rodziców i bliskich krewnych przychodził do domu panny, gdzie czekano z poczęstunkiem. Ojciec młodego lub ktoś z jego rodziny oświadczał się w jego imieniu o rękę dziewczyny jej rodzicom. Jeśli oni na to się godzili, wołali córkę. Wtedy młody do niej przypijał. Kiedy dziewczyna odpiła to znaczyło, że zgadza się na zamążpójście. W trakcie dalszego poczęstunku omawiano szczegóły związane z weselem i wianem młodej. Następnie młodzi udawali się do kościoła na "pacierze" czyli zapowiedzi. Narzeczona obierała swaszkę (starościnę) i drużki (swaszki) a narzeczony wybierał pierwszego drużbę (swata, starostę) i dalszych swatów (drużbów). Wychodziły zapowiedzi. W tym okresie zapraszano gości a rodzice czynili przygotowania do uczty. Najbiedniejsze dziewczęta chodziły po domach i prosiły o datki na wesele. Na ostatnim jarmarku przed ślubem młody kupował narzeczonej chustę, buty i wstążki a ona jemu koszulę a często i kożuch. Koszty obrączek pokrywał młody. On też (lub drużba) opłacał muzykantów. Wesele odbywało się w domu młodej.
Rankiem dnia weselnego swaci udawali się furmankami a zimą saniami powożonymi końmi przybranymi wstążkami do drużby, który witał ich skromnym poczęstunkiem. Później, przeważnie już z kapelą jechano do młodego. Po skromnej gościnie wyruszano wspólnie do swaszki czyli starościny, która naturalnie ofiarowała... większy poczęstunek. Po nim udawano się wpólnie do panny młodej, gdzie już czekały drużki. Te ostanie wybierały sobie wtedy swata i przypinały mu sztuczny kwiatek ze wstążkami. Miał on obowiązek bawić się z nią przez całe wesele.
Tymczasem młodzieniec stawał w izbie a dziewczyna w sieni. Następnie klękali tam przed swymi rodzicami i po kolei przepraszali i prosili o błogosławieństwo, obejmując za nogi i całując w rękę. Przez cały ten czas kapela grała rzewne melodie a drużki i druhowie śpiewali odpowiednie przyśpiewki. Po wyjściu z domu formował się korowód weselny. Do pierwszej wojny światowej do kościoła młoda wraz z drużkami jechała wozem a młody z drużbami wierzchem na koniach. W okresie międzywojennym pierwszą furmanką z drużbą jechała panna młoda (w białej sukni z welonem i wiankiem) a drugą swaszka z młodym (ubranym na czarno). Za nimi na kolejnych wozach jechali pozostali goście.
85. Wesele z początku lat pięćdziesiątych XX w. Dom weselny w Zimnej Wodzie (fot. ze zb. autora). |
Po ślubie z kościoła wracano znów do domu młodej. Para nowożeńców jechała ostatnią furmanką a bywało, że i bryczką. W trakcie jazdy woźnica zatrzymywał konie mówiąc, że zgubił bat. Drużki musiały mu dać kilka "centów" na nowy. Swatowie zaś skręcali do karczmy, by zabrać napitek. Gdy wszyscy byli na miejscu rozpoczynało się wesele. Po śniadaniu młodzież tańczyła, starsi rozmawiali, pili i jedli. Po pierwszej wojnie światowej tańce odbywały się już w mieszkaniach (izbie), ale letnią porą najczęściej miały miejsce na boiskach. Po jakimś czasie podawano obiad. Potem znów trwały tańce a wieczorem "oczepiny" czyli zrzucenie wianka i założenie czepca. Obrzęd ten trwał czasami do dwóch godzin i przedstawiał żal za przemijającym stanem panieńskim oraz obowiązki przyszłej żony i matki. Wszystko to było bogato oprawione w zabawne sceny i niezliczoną ilość przyśpiewek. Był przy tym i płacz, bo przecież ciężko było żegnać się z beztroskim stanem panieńskim.
W następną niedzielę po ślubie panna młoda wraz ze swaszką udawały się do kościoła po błogosławieństwo "nowozamężnej" zwane "wywodem z wianka" a wieczorem miały miejsce poprawiny. Goszczono się wtedy podobnie jak na weselu. Do podstawowego pożywienia należały: rosół z mięsem i ziemniakami, kiszone ogórki, kołacz, masło, twarde ciastka z cukrem a do picia piwo i wódka. Tę ostatnią pito z jednego kieliszka a najczęściej z butelką do gości przychodził i częstował ich alkoholem ojciec weselny.
Śmierć i pogrzeb. Przeczuwając rychłą śmierć chory, słaby lub stary człowiek prosił księdza. Wtedy to mógł się wyspowiadać i przyjąć ostatnią komunię świętą. Jeżeli dysponował majątkiem, to w obecności kilku świadków sporządzał testament. Przed śmiercią błogosławił dzieci, żegnał się z najbliższą rodziną, znajomymi, przyjaciółmi i sąsiadami. Konającego kładziono na żytniej słomie na ziemi. Do ręki wkładano mu gromnicę. Zatrzymywano zegar, odwracano lub zasłaniano lustra. Zatrzymanie zegara oznaczało, że dla zmarłego skończył się czas ziemski a zaczęła się wieczność. Odwrócenie lustra z kolei mówiło, że tam, gdzie jest żałoba, nie ma próżności i przeglądania się w nim. Przed domem rozrzucano wióry, aby przechodzący odmawiali "Wieczne odpoczywanie".
Po śmierci nieboszczyka przebierano w czystą bieliznę i odświętne ubranie, po czym wkładano go do trumny, którą stawiano na ławie pośrodku izby. W okresie międzywojennym obok niej na świecznikach stawiano świece. Odwiedzając dom żałoby, oddawali zmarłemu ostatnią posługę krewni i mieszkańcy wioski. Wieńce i kwiaty były rzadkością. Najczęściej przynoszono je w okresie letnim na pogrzeb młodej osoby.
86. Wieczne odpoczywanie racz jej dać Panie... (fot. ze zb. autora). |
Trumnę z domu wynosili sąsiedzi nie należący do rodziny, uderzając a właściwie stukając trzykrotnie w próg. Trumnę transportowano do kościoła furmanką lub niosąc na barkach. Kiedy chowano dziewczynkę, trumnę nieśli chłopcy, gdy chłopca - dziewczęta, wszyscy ubrani na biało. Dorośli zawsze w takich sytuacjach starali się ubierać na czarno. Jeśli nie było mszy świętej, sama uroczystość pogrzebowa trwała w kościele około kwadransa. Tak chowano najbiedniejszych. Bogatsi mogli sobie pozwolić na zamówienie mszy pogrzebowej. Po wyjściu ze świątyni udawano się na cmentarz. Przy składaniu trumny do grobu zwracano uwagę na to, by ktoś z krewnych nie rzucał na nią ziemi, gdyż mogło go za to później spotkać nieszczęście. Wóz, na którym wieziono trumnę, później przewracano. Po pogrzebie nie było w zwyczaju urządzania większych styp, zazwyczaj miał miejsce skromny poczęstunek i dotyczył on jedynie najbliższych zmarłego.
Opisane obrzędy narodzin, chrztu, spowiedzi, komunii, wesela i pogrzebu, które ukształtowały się w naszym regionie przez wieki, do dziś zachowały wiele elementów pierwotnych. Są więc jakby przedłużeniem i kontynuacją lokalnej tradycji i świadczą o tym, że mimo upływu lat są mocno osadzone w naszej kulturze. Nie dajmy im zginąć, chrońmy te piękne regionalne i polskie obrzędy, aby także nasze wnuki i prawnuki mogły napełniać swe serca ich treściami.
Literatura: